[Podcast] Jak zacząć życie w Norwegii odc.4

Wywiad z Małgorzatą Nowak

 

Monika: W dzisiejszym podcaście Jak zacząć życie w Norwegii wysłuchamy wywiadu z Małgorzatą Nowak. Bohaterowie wcześniejszych podcastów – Magda, Klaudia i Michał, zaliczali się do młodszej grupy wiekowej. Wszyscy mieli mniej niż 25 lat. Małgorzata przyjechała do Norwegii 7 lat temu mając 50 lat. Udowodniła, że również po pięćdziesiątce można nauczyć się nowego języka i zacząć nowe życie.

Zapraszam do rozmowy z szalenie pozytywną i energiczną Małgorzatą Nowak.

Transkrypcja wywiadu:

Cześć Małgosiu, strasznie mi miło, że zgodziłaś się przyjść i porozmawiać na temat życia w Norwegii.

Opowiedz nam trochę o sobie: kim jesteś, skąd przyjechałaś, co robiłaś wcześniej.

Małgorzata: Przyjechałam do Norwegii siedem lat temu. Zaprosiła mnie koleżanka, która wyszła za mąż za Norwega i tutaj mieszka. Przyjechałam na chwilę, zachłysnęłam się Norwegią i pojechałam z powrotem do Polski. Po jakimś czasie wróciłam tu i byłam na rozdrożu, co zrobić, czy zostać w Norwegii, czy wrócić na stałe do Polski. Szala przechyliła się w stronę Norwegii i zostałam. Nie żałuję tego, że zostałam. Poznałam nowe życie, zobaczyłam, jak można żyć inaczej, że tutaj szanuje się człowieka. Gdy szukałam pracy nikt mnie nie pytał o wiek, nie mówił, że jestem za stara, bo przyjechałam do Norwegii mając 50 lat. Nie byłam już młoda, ale nikt mnie nie dyskryminował z tego powodu. Choć w Polsce straciłam pracę, to chciałam dalej pracować. Nie miałam takiej możliwości, bo mój wiek był przeszkodą. Pracowałam w handlu, w gastronomii. Chciałam dalej tak pracować i robić to, co lubię. Odnalazłam się tutaj, zaczęłam się później uczyć języka – chodziłam na kurs do Ciebie.

Monika: Powiedz mi, jak wyglądały początki życia w Norwegii, kiedy przyjechałaś i zdecydowałaś się zostać. Miałaś pracę, czy musiałaś jej szukać?

Małgorzata: Miałam takie dorywcze prace, ale nie miałam stałej pracy ze względu na słabą znajomość języka. Nie nauczyłam się go przecież od razu, była to dla mnie nowość, a żeby iść na kurs trzeba najpierw też mieć pieniądze. Ten pierwszy rok nie należał do łatwych, ale się nie załamywałam. Jestem optymistką i realistką, zawsze uważałam, że musi być dobrze. Po roku poszłam do Reaktor Skole. Uczęszczałam tam na kurs poszukiwania pracy, uczyłam się też języka. Bardzo mile wspominam nauczycielki, które tam pracowały. W szkole ktoś mnie zauważył i powiedzieli mi, że dostanę pracę. Ktoś mnie po cichu polecił i pojechałam na rozmowę. Przeprowadził ją pan, który stwierdził, że się nadaję i mnie przyjął. Tak zaczęła się moja kariera w gastronomii w Norwegii.

Monika: Czy ta rozmowa o pracę była prowadzona w języku norweskim?

Małgorzata: Tak, na początku ten pan przywitał mnie po norwesku, ale później wtrącił polskie słowo. Zapytałam, czy jest Polakiem, potwierdził, ale powiedział, że rozmawiamy po norwesku, bo muszę się sprawdzić, gdyż będę miała do czynienia z ludźmi. Nie było mi łatwo, ale się udało i poszło dobrze.

Monika: Zatem zdobyłaś pracę dzięki temu, że kogoś poznałaś, byłaś w odpowiednim miejscu i z kimś porozmawiałaś, ładnie się zaprezentowałaś.

Pierwszą radą wynikającą z naszej rozmowy jest to, że trzeba wychodzić, nie zamykać się w domu.

Małgorzata: Tak, trzeba wyjść naprzeciw wszystkiemu i wszystkim i nie mieć kompleksów, że się nie umie. W pierwszych rozmowach czasem trzeba sobie pomóc rękoma, ale nie wolno załamywać się, poddawać czy cofać, bo się wstydzę. Tak nie warto robić, trzeba przeć do przodu i wtedy jest dobrze.

Monika: Wspomniałaś, że pierwszy rok w Norwegii był dość trudny. Ja również uważam, że ten pierwszy rok zwykle jest najtrudniejszy. Zaczyna się z wysoką motywacją, potem widzi się, że jest troszkę ciężko, motywacja spada i trzeba naprawdę przetrwać ten pierwszy rok, żeby później zacząć znowu rosnąć.

Co było dla ciebie najtrudniejsze w tym pierwszym roku i co ważniejsze, jak sobie z tym poradziłaś?

Małgorzata: W tym pierwszym roku najtrudniejsze było znalezienie pracy, niekoniecznie jeszcze stałej, ale takiej, by mieć ciągłość, a nie pracować raz czy dwa w tygodniu. Wszystko po to, żeby się usamodzielnić, nie mieszkać z wieloma osobami, tylko mieć mieszkanie dla siebie i mieć spokój. Gdy przyjechałam mieszkałam w jednym mieszkaniu z wieloma Polakami, panowie pracowali na budowie, w domu były ich żony. Takie mieszkanie było męczące, był to dla mnie dyskomfort.

Bardzo chciałam zapewnić sobie ten komfort i mieszkać sama. Na szczęście dostawałam polecenia w pracy i potem poleciało jak z płatka i miałam tych prac więcej i więcej. Dzięki temu zarobiłam pieniążki i wynajęłam mieszkanie. Pewna Norweżka, u której pracowałam, pomogła mi wynająć mieszkanie. Mój język jeszcze był taki kulawy, a ona mnie poleciła i pojechała ze mną, pomogła wynająć mieszkanie i mieszkałam tam bardzo długo, ci ludzie byli bardzo sympatyczni.

Monika: Małgosiu, odkąd Cię poznałam, zawsze byłam zachwycona tym, że jesteś taka pozytywna i zawsze widzisz w innych dobro. O kim byś nie opowiadała, to zawsze mówiłaś, jaki on jest sympatyczny. Każda historia, którą opowiadasz ma taki pozytywny wydźwięk i zawsze znajduje się ktoś, kto chce ci pomóc.

Małgorzata: Nie wiem, czym ja na to zasłużyłam, ale zawsze staram się odpłacać ludziom czymś pięknym. Lubię dostawać, ale lubię też dawać. Nie tylko biorę, jestem też dawcą, jak mi ktoś pomógł, to ja zawsze się zrewanżuję, jak tylko mogę – upiekę ciasto, zrobię kawkę i podziękuję w ten sposób za czyjąś pomoc. Zawsze mówię, że jak się dostaje, to trzeba też dawać.

Monika: Wielu ludzi w Norwegii ma problem ze znalezieniem stałej pracy. Biorąc pod uwagę wysokie koszty życia, jest to ważne, żebyśmy mogli czuć się tu bezpiecznie.

Pracowałaś najpierw dzięki agencji pośrednictwa pracy, a później dostałaś stałą pracę. Jak to się stało, opowiedz nam, jak to osiągnęłaś.

Małgorzata: Pracowałam w wielu kantynach przez agencję pośrednictwa pracy i byłam wysyłana tam, gdzie był potrzebny pracownik. Najpierw pracowałam na zastępstwa, później dostałam stałą pracę, ale nie gwarantowało mi to, że mogę pracować w jednej kantynie cały czas. Czasami się to zmieniało, nie wiem, od czego to zależało. Któregoś dnia poszłam do pracy do kantyny w Oslo i pracowałam tak miesiąc, dwa i zauważyli mnie szefowie tej firmy. Pewnego dnia spytali mnie, czy chcę, aby mnie zatrudnili bezpośrednio u siebie, a nie przez agencję. Byłam cała uradowana. Radości nie było końca. Zatrudnili mnie w tej firmie i teraz tu pracuję. Poprzednia firma nie była z tego zadowolona, bo straciła pracownika, ale mi się poprawił byt i mam stałą pracę. Jestem zatrudniona bezpośrednio w firmie, nie jestem pracownikiem tymczasowym, zarobki są automatycznie lepsze niż pracując dla agencji pośredniczącej.

Monika: Jak to się stało, że zostałaś zauważona? Co to oznacza?

Małgorzata: Docenili mnie i to co robię, co gotuję, jak serwuję posiłki, czy nawet jak jest przybrany talerz. To ważne, jak jest coś podane. Może być nawet najzwyklejsza potrawa, ale podana w odpowiedni sposób, przystrojona i podana ze smakiem, to smakuje dużo lepiej. Właśnie to oni zauważyli, ujęło ich moje podejście do pracy, powiedzieli, że są bardzo zadowoleni. Kocham to, co robię, kocham gotować, upiec, naszykować i jeszcze odpowiednio to podać.

Monika: Masz pasję do pracy, do tego, co robisz.

Opowiedz jeszcze o Twojej nauce języka. Zaczęłaś chodzić na kurs zaraz po przyjeździe.

Wielu ludzi myśli, że w pewnym wieku już się nie da nauczyć języka, bo będzie trudno, nie ma się już takiej pamięci. Jakie było twoje doświadczenie z nauką języka po pięćdziesiątce?

Małgorzata: Nie ukrywam, że nie było wcale łatwo, ale powiedziałam sobie, że po to przyszłam, żeby się nauczyć. Żeby sobie pomóc, bo jak się zna język, to automatycznie lżej się żyje, bez kompleksów. Na początku było ciężko, ale z czasem jest lepiej. Warto poświęcić 10-15 min, gdy jadę w tramwaju czytam książkę, przeglądam reklamy, jak czegoś nie rozumiem, to zapisuję, a w domu sprawdzam w słowniku, co to za wyraz, jakie ma użycie.

Jak tylko się chce, to się można nauczyć. Tylko trzeba chcieć i zakodować sobie w głowie, że ja chcę się nauczyć, żeby było mi lżej i żeby żyło mi się lepiej. Nie muszę, ale chcę się nauczyć.

Monika: Na naszych zajęciach indywidualnych zawsze mnie ujmowało, że przychodziłaś na zajęcia i otwierałaś malutki portfelik, wyciągałaś karteluszki zbierane przez cały tydzień i pytałaś. Zapisywałaś, co ktoś powiedział i prosiłaś, żebym przetłumaczyła Ci, co to znaczy. Było to bardzo urocze i bardzo przydatne.

Małgorzata: Robię tak do dzisiaj. Przeglądam sobie te kartki, przypominam sobie, co ktoś powiedział, jak nie rozumiem, to tłumaczę i uczę się nowych słów.

To nieprawda, że tylko dzieci się mogą uczyć, języka można się nauczyć w każdym wieku.

Monika: Nigdy nie jest za późno na naukę. Nauka to ma być pasja.

Czy masz jakąś złotą radę dla naszych słuchaczy? Coś takiego, co da im siłę, żeby budować swoje lepsze życie.

Małgorzata: Przede wszystkim trzeba znać język i uczyć się dokładnie. Język jest podstawą, bo pracę można znaleźć, ale bez języka jest ciężko się porozumieć u lekarza czy gdziekolwiek pójść coś załatwić, np. do banku. Przede wszystkim nie wolno się załamywać i wmawiać sobie, że nie dam rady. Nie tędy droga. Trzeba się nauczyć języka i wtedy ma się komfort życia, to jest więcej warte niż pieniądze.

Monika: Świetna rada i podsumowanie naszej rozmowy.

Bardzo dziękuję, że przyszłaś do mnie, żeby porozmawiać na temat życia w Norwegii. Jestem pewna, że zainspirujesz wiele osób.