[Podcast] Jak zacząć życie w Norwegii odc.2

Wywiad z Michałem Kończakiem

Transkrypcja wywiadu

 

Monika (MO):W dzisiejszym odcinku podcastu jak zaczac zycie w norwegii przeprowadzę wywiad z Michałem Kończakiem. Jego przygoda w Norwegii rozpoczela sie 14 miesięcy temu, kiedy przyjechal do Oslo razem z Magdaleną, której historię poznaliście w pierwszym odcinku podcastu.
Mój dzisiejszy rozmówca przeprowadził się do Norwegii mając zaledwie 18 lat, bez żadnego doświadczenia zawodowego. W krótkim czasie brak pomysłu na siebie zamienił na swietnie płatna prace z najlepszymi widokami w Oslo. Oto historia o tym jak Michał został operatorem dźwigów wieżowych.

 

Monika: Cześć Michał. Dzięki, że zgodziłeś się na wywiad. Mam do Ciebie kilka pytań, trochę o
Twoje życie w Norwegii, o rady, które mógłbyś dać ludziom, którzy zamierzają tutaj przyjechać
albo którzy już tutaj mieszkają, a jeszcze nie wiedzą, jak ułożyć sobie życie. Wcześniej
przeprowadziłam wywiad z Madzią, którą znasz. Rozmowa z nią jest też dobrym wstępem do
naszego wywiadu, jest tam odrobina Waszej norweskiej historii. Opowiedz nam zatem trochę o
sobie. Czym się zajmowałeś w Polsce przed przyjazdem do Norwegii?

Michał: Mam 20 lat. Przyjechałem ponad rok temu od razu po maturze, miałem jeszcze 18 lat. Nie
miałem za dużo doświadczenia zawodowego. Skończyłem liceum ogólnokształcące. Oczywiście
dorabiałem sobie, ale nie było to nic wielkiego. Miałem trochę grosza, ale żadnego doświadczenia i
żadnej wiedzy o pracy czy życiu zawodowym.
Przyjazd tutaj był rzuceniem się na głęboką wodę. Są tu ludzie, którzy pracują w swoich zawodach
po 20 lat i dopiero później próbują coś zmienić. To ma jakiś sens.

Monika: Są to ludzie, którzy mają doświadczenie w zawodzie albo w ogóle w jakiejkolwiek pracy.
Myślę, że Twój przyjazd tutaj bez doświadczenia był bardzo odważnym krokiem. Madzia we
wcześniejszym wywiadzie nakreśliła nam zarys tego, jak wyglądała wasza decyzja o przyjeździe.
Powiedz, jak wyglądało to z twojej perspektywy.

Michał: Krótko mówiąc, wygooglowałem Norwegię  Nie miałem żadnego pomysłu na moje życie
zawodowe, dlatego stwierdziłem, że lepiej będzie mi się rozkręcić tutaj w Norwegii. Nastawiłem się
na szukanie okazji, a nie konkretnego stanowiska, etatu czy branży. Zdecydowałem się na
Norwegię, ponieważ przeczytałem o niej dobre rzeczy w internecie (o ekonomii, zarobkach).

Monika: Z poprzedniego wywiadu z Madzią dowiedzieliśmy się, dlaczego zdecydowaliście się tutaj
przyjechać oraz że niewiele planowaliście. Przeszliście też przez wiele etapów życia w Norwegii, a
na samym początku nie było łatwo. Musieliście się zmierzyć z różnymi zmianami, na przykład
nagłymi zmianami miejsca zamieszkania. Powiedz, jak wyglądał ten pierwszy rok w Norwegii? Ile
razy się przeprowadzaliście?

Michał: To wszystko było skomplikowane, ponieważ mieliśmy dwa różne cele. Madzia chciała tutaj
zarobić, żeby móc później podróżować.
Ja miałem trochę inny cel, ale tak się złożyło, że nasze drogi się zeszły i postanowiliśmy osiągnąć
wszystko razem i połączyć nasze cele. Obecnie mamy jeden cel ustalony drogą kompromisu, co
miało wpływ także na zmiany miejsca zamieszkania. W Oslo przeprowadzaliśmy się chyba cztery
razy.
Również bilety do Tromsø przepadły i zdecydowaliśmy się zostać tutaj. Znaleźliśmy perfekcyjne
mieszkanie dla dwóch osób, w dobrej dzielnicy w centrum, dlatego podpisaliśmy umowę najmu na
co najmniej rok. Oszałamiająco wysokie ceny kolidowały z naszym celem oszczędzania pieniędzy.
Dlatego znaleźliśmy w końcu swoją drogę, ale zajęło to bardzo dużo czasu, czyli tak naprawdę ten
pierwszy rok. Na przeszkodzie stał też bardzo bolesny depozyt.

Monika: Jest to trzykrotność miesięcznego czynszu.

Michał: Ciężko jest zaoszczędzić taką kwotę, tym bardziej jeżeli się jest w Polsce, ale my tego nie
zrobiliśmy wcale. Nasz portfel świecił pustkami, bo przyjechaliśmy tu zarabiać, a nie wydawać pieniądze. Daliśmy radę bez depozytu, zmienialiśmy mieszkania i stopniowo podwyższaliśmy
standard życia. W tym samym czasie podwyższaliśmy nasze kwalifikacje. Im lepiej nam szło w życiu
zawodowym, na tym więcej mogliśmy sobie pozwolić. Teraz stać nas na ten depozyt, możemy więc
mieć normalne mieszkanie, a nie dzielić pokój.

Monika: Często słyszę takie opinie, że ten pierwszy rok w Norwegii jest najtrudniejszy. Trzeba się
zmierzyć z nową rzeczywistością, poradzić sobie z nowymi sytuacjami (jak chociażby zdobyciem
pieniędzy na depozyt), przyzwyczajeniem się do innych cen czy zdobyciem lepszej pracy.
Madzia wspominała w wywiadzie, że w pierwszej pracy nie miała zadowalającej godzinowej
stawki, ale wiemy już, że jej historia ma happy end.
Czy też masz takie doświadczenie, że po tym pierwszym roku Twoje życie jest bardziej stabilne?

Michał: Powiedziałaś, że pierwszy rok jest najtrudniejszy, ale ja bym się z tym nie zgodził. Nie mam
jeszcze porównania, ale to nie był trudny rok. On był zwariowany, trochę skomplikowany, ale też
bardzo interesujący, bo to był rok ciągłych zmian.
Większość osób zmierza w kierunku stabilizacji. Ale to nie jest do końca to, co lubi
dwudziestolatek. Mój wyjazd do Norwegii bez przygotowania (depozytu, pracy, języka – mój
angielski był bardzo słaby) dla niektórych mógł być szalony, ale ja nie nastawiałem się na
stabilizację.
Tak naprawdę w plecaku miałem namiot, bo chciałem spać w lesie. To, co się jednak wydarzyło, to
kombinacja: szczęścia i tego, że spotkaliśmy wspaniałych ludzi po drodze. To wszystko by się nie
zdarzyło, gdybyśmy przyjechali z depozytem na mieszkanie i poszli od razu pracować do naszych
firm.

Monika: Bardzo podoba mi się to podejście. Od samego początku podziwiam elastyczność Twoją i
Madzi – wszystkie historie, które dla innych mogą być trudne, dla was zawsze były impulsem do
działania, bo byliście tak właśnie nastawieni.

Michał: Czyli chodzi o podejście. Ludzie przyjeżdżający tutaj mierzą się z innymi problemami niż
my, oni wynajmują mieszkanie i raczej tego nie zmieniają. My nie musieliśmy dokonywać tylu
zmian, te wszystkie zmiany mogły się zakończyć już wcześniej. Ale nie chcieliśmy zatrzymywać się
w jakimś miejscu, mówiąc, że tu jest lepiej niż w Polsce. Dlatego zdecydowaliśmy się na zmiany i
będziemy je kontynuować. Wiemy, że może być jeszcze lepiej, możemy mieć jeszcze fajniejsze
mieszkanie i znaleźć je taniej. Nie boimy przeprowadzić się jeszcze raz – do innego miasta czy
kraju.
Próbujemy myśleć równocześnie na większą skalę. Nie zakładamy, ile czasu będziemy w Norwegii –
czy tylko rok lub dwa, ale podchodzimy do tej sprawy na tyle poważnie, jakbyśmy mieli tu być do
końca życia. Czyli idziemy na kurs językowy, potem na kolejny (oczywiście do Moniki) i staramy się
to wszystko zrobić jak najszybciej. Jeśli coś nam się nie podoba, to zmieniamy to od razu. Dlatego
ten rok był taki intensywny, ale życzę sobie, żeby następne lata były jeszcze bardziej intensywne i
przyniosły jeszcze większe zmiany.

Monika: Super, bardzo mi się to podoba, że łapiecie życie za rogi. Nie spoczywacie na laurach, tylko rozwijacie się dalej.

Myślę, że to jedna z najlepszych rad, jakie można dać komukolwiek – żeby się rozwijać i inwestować w siebie, zmieniać rzeczy, które ci nie pasują i ciągnąć dalej. I przede wszystkim nie poddawać się, jeżeli myślisz, że coś jeszcze nie jest idealnie.

Przejdźmy do pytania kluczowego. Czternaście miesięcy temu przyjechałeś tutaj bez większego doświadczenia, bez depozytu, bez mieszkania, czy bez nagranej pracy. A co robisz teraz, co się zmieniło?

 

Michał: Zmieniło się bardzo dużo. Nie zmieniałem pracy tyle razy, co Madzia, ani tyle razy, co zmieniałem mieszkanie. Pracuję w branży budowlanej. Nie udało mi się niestety z niej wybić. Mówię niestety, ponieważ nie za bardzo za nią przepadam, ale jest ona tak bardzo opłacalna w Norwegii, że warto przy niej zostać. Od zeszłego miesiąca udało mi się znaleźć pracę jako operator dźwigu wieżowego. Wydaje mi się, że zostanę przy tym na trochę dłużej. Jest to jedna z niewielu rzeczy, która może się nie zmienić w przeciągu następnych miesięcy.

 

Monika: Powiedzenie, że zdobyłeś tę pracę to dość ogólna informacja. To nie było tak, że odpisałeś na ogłoszenie o pracę dla operatora dźwigu, tylko musiałeś podjąć pewną decyzję.

 

Michał: Tak, to była moja decyzja. Przyjechaliśmy rok temu, nie do końca mając pomysł na życie, dlatego też jestem trochę zły na siebie patrząc na ostatni rok, bo faktycznie było dużo zmian.

 

Tak naprawdę zmiana mojej pracy, to była bardzo szybka zmiana. Kurs trwał trzy tygodnie. Podniesienie standardu pracy i wynagrodzenia jest ogromne, szczególnie przekładając na krótki czas przygotowywania się.

 

I dlatego jestem trochę zły na siebie, bo mogłem zrobić to wcześniej. Sam kurs trwał trzy tygodnie, ale trzeba było przygotować się też trochę z norweskiego. Gdy patrzę wstecz i myślę, co chciałbym zmienić, to jest to właśnie za długie czekanie z nauczeniem się norweskiego, żeby móc zrobić ten kurs po norwesku. Jak się okazało, mimo że kurs jest po norwesku, w szkole norweskiej i test też musi być zdany w języku norweskim, to ludzie w szkole są bardzo pomocni. Gdy tam pojechałem (koło miasta Stavanger, ok. 550 km od Oslo), to pomogli mi z angielskim, z tłumaczeniem, czyli po prostu trzeba było tam pojechać.

 

A co ciekawe pojechałem tam też bez mieszkania i innych potrzebnych rzeczy. Po drodze udało mi się to wszystko zdobyć.

Nie warto zatem czekać, czy to na norweski, czy na pieniądze. Kurs kosztował masę pieniędzy (jakieś 50.000 koron wliczając koszty dojazdu). To jest jedyna rzecz, na którą nie czekałem, bo pojechałam na ten kurs nie zapłaciwszy jeszcze faktury, nie miałem tych pieniędzy.

 

Od razu im o tym powiedziałem, że przyleciałem, ale nie mogę zostać. Chciałem zrobić tylko moduł teoretyczny, lecieć do Oslo i znaleźć tutaj firmę, gdzie będę mógł zrobić praktykę. To się okazało niemożliwe, nawet znalezienie pracy bez doświadczenia, a co dopiero dostanie się na praktykę. To jest nieopłacalne dla firmy. Udało mi się przekonać egzaminatorów oraz właścicieli szkoły, że jeżeli znajdę te pieniądze, to im przeleję, a oni dopiero wtedy wystawią mi dyplom i go wyślą.

 

Udało mi się też zostać tam na praktykach, które stanowiły ponad 50% ceny tego kursu i mimo, że właśnie ten wyjazd przedłużył się z tygodnia na trzy, to opłacało się nie kupować tego biletu w drugą stronę.

 

Nigdy z Madzią nie kupowaliśmy biletu powrotnego.

Tak samo było z Norwegią. Nie mieliśmy biletu powrotnego i siedzieliśmy tak długo, dopóki nie przyjęli nas na praktyki. Nie chcieliśmy wracać do Polski.

 

Monika: Niesamowite. Wytrwałość godna podziwu. Czyli tak, jak Madzia, szukałeś wiarygodnego źródła informacji i przekonałeś się, że rzeczy, które wydają się niemożliwe, są możliwe. Udało Ci się podejść do kursu, na który nie miałeś pieniędzy.

 

Michał: Nadal nie możemy w to uwierzyć. Nasze założenie było takie, że dajemy sobie czas do końca roku na znalezienie pracy, żeby można było zamknąć stary rok i zrobić jakieś zmiany. A jak się okazało, po przedłużeniu pobytu o dwa tygodnie wróciłem już z certyfikatem i mogłem myśleć o zmianie pracy. Trzeba było od razu szukać pracy w środowisku norweskim, by móc szlifować język i tym samym zaoszczędzić czas.

 

Monika: Czyli po kursie operatora wróciłeś do Oslo i po jakimś czasie zacząłeś szukać pracy w tym zawodzie.

 

Michał: Tak. Zacząłem szukać pracy, nie podawałem się, ale też nie skończyłem z moją starą pracą. Cały czas kontynuowałem pracę jako pomocnik budowlany, szukałem też pracy jako hakowy, żeby po prostu zacząć coś zmieniać. Jest to tylko pomaganie operatorowi, ale od hakowego bliżej do dźwigowego niż od pomocnika.

 

Dlatego cały czas szukałem, ale wiedziałem, dlaczego nie mogę znaleźć. Wiedziałem, że coś jest nie tak z norweskim, bo choć umiałem go już trochę i zdałem egzaminy, to nie mogę na tyle swobodnie rozmawiać z pracodawcą, żeby on wiedział, że jest na tyle super, że mogę siedzieć u góry i odpowiadać za życie innych ludzi i za bardzo cenne towary. Gdy to zdiagnozowałem, to od razu podjąłem działania. Zapisałem się na kurs jeszcze raz, na wyższym poziomie. Musiałem się na tym skupić i cały czas szukać.

 

Żeby rozwijać język, chciałem przebywać w środowisku norweskim, ale nie tylko w moim zawodzie. Zacząłem więc dużo czytać o Norwegii. Dowiedziałem się, że płacimy tu bardzo duże podatki, ale idzie za tym bardzo rozszerzony program socjalny. Znalazłem coś, z czego mogłem skorzystać. Urząd Pracy organizuje kursy językowe, za które płaci. Możesz zatem spędzać cały dzień na kursie i jeszcze mieć za to pieniądze na utrzymanie. Nie są to pieniądze, które możesz odłożyć, jak gdybyś chodził do pracy, tylko pieniądze na bieżące wydatki. I to było to, czego szukałem.

 

Miałem swój cel: chcę być operatorem. Wiedziałem też, dlaczego nie mogę tego zrobić – mój norweski nie był wystarczający, żebym zdobył tę pracę. I wreszcie – miałem super rozwiązanie, mogę pójść na kurs, nie muszę już pracować jako pomocnik. W następnym tygodniu zaczyna się ten kurs, na który się dostałem po wielu próbach, ale już na niego nie pójdę, bo już drugi miesiąc będę miał moją pracę.

 

Monika: Wiemy, że po 14 miesiącach od przyjechania do Norwegii zmieniłeś swoje życie. Przyjechałeś tuż po maturze, bez żadnego doświadczenia, ale podjąłeś ryzyko i zdobyłeś świetnie płatną pracę. Jesteś świetnym przykładem osoby, która może dać nam złote rady, jak poradzić sobie w Norwegii.

 

Michał: Nasuwa mi się tylko jedna myśl: ufaj, ale sprawdzaj. Moim źródłem informacji byli inni ludzie. Każdy mówił mi jakąś nowość, a ja automatycznie uznawałem, że to jest prawda. Ale w pewnych momentach dostawałem sprzeczne informacje. Nie wiedziałem wtedy, co robić, bo przyzwyczaiłem się, że każdemu wierzę, bo przecież ja nic nie wiem. Z pokorną postawą przyjmowałem wszystkie informacje.

 

Wiele rzeczy można niestety pozmieniać, gdy przechodzi to przez ludzi, przez języki. W Norwegii jest bardzo dużo ludzi z całego świata, każdy każdemu mówi informacje w swoim języku i tak informacja się zniekształca.

 

Monika: Taki głuchy telefon.

 

Michał: To dotyczy wszystkiego, czy to urzędu podatkowego, urzędu pracy czy samej pracy, stylu życia czy nawet historii Norwegii.

 

Teraz wiem, że trzeba ufać ludziom, nie podważać wszystkiego, ale sprawdzać informacje. Na przykład, jeżeli się dowiaduję, jak to jest z urzędem podatkowym, to nie czekam dwa lata, żeby się ubiegać o jakieś statusy czy numer personalny, który jest bardzo ważny i na początku bardzo trudny do zdobycia, tylko udaję się od razu do instytucji, która się tym zajmuje.

 

Ja swego czasu uwielbiałem dzwonić do nich, bo to była najlepsza metoda uczenia się języka. Mogłem albo po angielsku albo po norwesku do nich zadzwonić i porozmawiać. Oni dobrze mówią, więc jak czegoś nie zrozumiałem, to powtórzą czy to po angielsku czy po norwesku. I wiem, że powiedzą mi tak, jak jest naprawdę.

 

Poza tym te przepisy często się zmieniają. Czasami nawet co miesiąc są nowe zasady. Za każdym razem trzeba sprawdzać, nie tylko informacje o urzędach podatkowych i urzędach pracy, ale też o zawodach czy o branży, w kierunku której idziemy. Jeżeli podejmujemy jakąś decyzję (związaną ze studiami lub kursami) to często nie wiemy, co nas czeka. Inwestujemy bardzo dużo swojego czasu i pieniędzy. Ufajmy w to, co robimy, ale musimy też to sprawdzać.

 

Monika: W jaki sposób to sprawdzasz, oprócz tego, że dzwonisz do źródła? Jak było w przypadku zawodu, który wybrałeś?

 

Michał: Super pytanie. Pierwsze, co zrobiłem, nawet zanim sprawdziłem ceny kursu, czy to jest w ogóle możliwe i czy trzeba jechać do Polski, to wszedłem na Facebooka i inne portale społecznościowe i szukałem ludzi, którzy się tym zajmują.

 

Chciałem poznać dźwigowych, z każdym porozmawiać i wiedzieć, jakie są zarobki, ile godzin się pracuje, jak to jest bez doświadczenia, czy w moim wieku mam szansę to robić. Chciałem się dowiedzieć, czy jest zapotrzebowanie w tym zawodzie.

 

Rozmawiałem z paroma osobami i trafiłem na jedną bardzo interesującą postać, z którą mam teraz bardzo dobry kontakt. Robi akurat doktorat w Finlandii. Zrobił super karierę jako dźwigowy tutaj i dostarczył mi informacji, których szukałem, ale też podał mi różne kontakty. Dostałem telefon do człowieka, który wynajmuje ludzi na terenie Oslo w najwyższych dźwigach.

 

Monika: Fantastyczna rada. Być otwartym, pytać, kontaktować się, zdobywać informacje.

 

Czyli Twoje motto: Ufać i sprawdzać.

 

Dziękuję Ci bardzo. Mam nadzieję, że pomoże to Wam znaleźć swoją drogę albo przynajmniej będzie inspiracją do tego, co można robić, żeby tą drogę odnaleźć. Dzięki wielkie.