[Podcast] Jak zacząć życie w Norwegii odc.1

Wywiad z Magdaleną Kozłowską

Transkrypcja wywiadu
Monika (MO): Mam dziś przyjemność przeprowadzić wywiad z Magdaleną Kozłowską, jedną z byłych uczennic szkoły Norweski dla Polaków i jednocześnie jedną z moich najbardziej inspirujących uczennic, którą miałam przyjemność poznać już na początku jej kariery w Norwegii. Kiedy zdecydowałam się zacząć przeprowadzać wywiady z wyjątkowymi Polkami i Polakami w Norwegii, nie miałam wątpliwości, że to Magdalena będzie pierwszą osobą, z którą porozmawiam. W dzisiejszym wywiadzie wysłuchamy opowieści o tym, jak wyglądają początki życia w Norwegii, kiedy przyjeżdża się bez przygotowania, pracy i długoterminowego planu oraz jak zamierzona krótka wyprawa zarobkowa w przeciągu 14 miesięcy zamieniła się w studia biznesowe i karierę w pośrednictwie sprzedaży nieruchomości.
Monika (MO): Cześć! Miło Cię widzieć. Zaczniemy od pierwszego pytania, które mam na liście na dzisiaj. Chcę poprosić Cię, abyś opowiadała coś o sobie. Skąd jesteś? Czym zajmowałaś się w Polsce? Z jakim bagażem doświadczeń przyjechałaś do Norwegii?
Magdalena (MA): Bagaż nie był bardzo duży, bo mam 23 lata, a przyjechałam mając 22.  Pochodzę ze sporego miasta, niemal tak dużego jak Oslo – z Poznania. W Poznaniu zdążyłam skończyć liceum, dostałam się na studia i studiowałam Prawo Europejskie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza. Ważnym elementem jest to, że w liceum skończyłam program matury międzynarodowej. To był program, który był przeprowadzony w języku angielskim, więc w momencie przyjazdu do Norwegii mogłam swobodnie się komunikować po angielsku. Rok studiów spędziłam w Portugalii w ramach programu Erasmus, było to ważnym elementem mojego życia, nauczyłam się też języka w zadowalającym mnie stopniu. Po ukończeniu studiów przyjechałam do Oslo z moim ówczesnym przyjacielem – teraz jest on już kimś więcej. Właściwie to przyjechałam do Norwegii z myślą, że przyjadę tutaj tylko na 3 miesiące, odłożę trochę pieniędzy i zacznę podróżować po świecie.  Nie bardzo wiedziałam wtedy, co zrobić ze swoim życiem i jestem bardzo zadowolona z tego, co jest teraz.
Monika (MO): Od kiedy tutaj jesteś?
Magdalena (MA): Jestem tu od lipca 2017 roku, czyli około 14 miesięcy.
Monika (MO): Rozumiem, że mając doświadczenie wyjazdu do Portugalii, zapewne miałaś już pomysł na to, jak przygotować się do wyjazdu zagranicznego. Co przygotowałaś zanim przyjechałaś, a z czym improwizowałaś na miejscu?
Magdalena (MA): Szczerze mówiąc, ze względu na to, że miałam przyjechać tutaj tylko na chwilę i chciałam trochę użyć Norwegii w kontekście finansowym, nie przygotowałam się za bardzo do wyjazdu. Udało mi się obronić w czerwcu, a już w lipcu wyjechaliśmy. Wyjechałam zupełnie nieprzygotowana, prawie nic nie wiedziałam o Norwegii, oprócz tego jakie mniej więcej są tutaj zarobki. Choć ustalaliśmy ten wyjazd z Michałem od długiego czasu, to byliśmy oboje zajęci i nie mieliśmy czasu na przygotowania. Pewnego dnia po prostu kupiłam bilety, spakowaliśmy po jednym plecaku i jednej torbie i Ryanairem przylecieliśmy na Torp. Co istotne, żadne z nas nie mówiło w języku norweskim. Zakładałam, że nie będę się go uczyć, oczywiście oprócz dzień dobry i do widzenia. Absolutnie nie myślałam, żeby uczyć się norweskiego, bo właściwie dlaczego miałbym uczyć się tego języka, jeśli miałam zostać na krótko. Poza tym języki z grupy germańskiej to nie moje rejony. Przed przyjazdem do Oslo udało nam się znaleźć osobę na portalu couchsurfing, która zdecydowała się nas przenocować. Gospodarz był w tym czasie w Mediolanie, a nam pozostawił klucze do mieszkania w sklepie Seven Eleven, zostawił nam również swój samochód. Przyjechaliśmy do Oslo z lotniska Torp autostopem ze wszystkimi bagażami. Zajęło nam to 5 godzin! Byliśmy zaskoczeni, że klucz faktycznie czekał na nas w sklepie. Okazało się, że mieszkanie jest w pięknej kamienicy, zaraz za pałacem królewskim w samym centrum miasta. W takim dobrym duchu zaczęliśmy naszą wyprawę. Kiedy couchsurfer wrócił z podróży, pojechaliśmy po niego jego samochodem na lotnisko i mimo, że tego nie planowaliśmy, zostaliśmy u niego na 2 miesiące.  Ostatecznie zaczęliśmy wynajmować jego mieszkanie.
Monika (MO): Czyli dwa pierwsze miesiące zostaliście u niego za darmo?
Magdalena (MA): Dokładnie tak działa couchsurfing. To była wyjątkowa sytuacja, jednak uważam, że ten wyjątek jest dla mnie regułą. W podróży należy szukać kontaktów z ludźmi, którzy wiedzą, gdzie iść, gdzie zjeść, gdzie można dostać pracę – po prostu ludzi, którzy znają teren, bo sami stamtąd są.
Monika (MO): Prawdopodobnie dlatego znajdujesz takie sytuacje, bo jesteś na nie nastawiona.
Mam do Ciebie kolejne pytania: Jak wygląda życie codzienne w Norwegii dla nowoprzybyłego imigranta? Z jakimi trudami trzeba się zmierzyć i przede wszystkim jak sobie z nimi poradzić? Wiem, że ty i Michał radziliście sobie z nimi bardzo dobrze. Widziałam waszą drogę przez trudy. Myślę, że możecie coś poradzić ludziom, którzy dopiero się zastanawiają nad przyjazdem tutaj.
Magdalena (MA): Ludzie, którzy dopiero planują, żeby tutaj przyjechać, powinni iść na kurs norweskiego. Kursy w Polsce są o wiele tańsze i będąc w Polsce zawsze można wygospodarować czas na kurs. Taka inwestycja może zwrócić się w jeden miesiąc.  Zupełnie inaczej rozmawia się z urzędnikami i w innych sytuacjach, jeżeli mówi się po norwesku. Jest tutaj bardzo dużo imigrantów, bardzo dużo ludzi, którzy nie mówią po norwesku. Mówiąc po norwesku jest się na wygranej pozycji. Moją pierwszą pracą była praca w tak zwanym Food Trucku. Dzięki niej miałam wszystkie dokumenty, aby otrzymać tzw. numer osobisty (D numer). Nie miałam z tym żadnego problemu. Jedyną rzeczą, o którą zapytano mnie w urzędzie podatkowym, to czy nie zarabiam zbyt mało i czy nie chciałabym porozmawiać z prawnikiem od prawa pracy.
Po 4 miesiącach zrezygnowałam z tej pracy, ponieważ nie mogłam się w niej rozwijać oraz nie pomagała mi w nauce norweskiego. Języka uczyłam się cały czas u Moniki (w szkole Norweski dla Polaków). Jeśli nie uda ci się pójść na kurs w Polsce, to zrób zaraz po przyjeździe do Norwegii. Czasem przyjeżdżamy już do kogoś i ten ktoś nam pomaga, bo najpierw płaci za twój kurs i jeszcze za utrzymanie. To jest dobra inwestycja, która się bardzo szybko zwraca i jest warta wszystkiego i twojego czasu i tych pieniędzy.
Monika (MO): To jest bardzo dobra rada. Jest tutaj bardzo dużo ludzi i każda umiejętność, która wyróżni Cię na tle ogółu jest bardzo istotna.
Magdalena (MA): Choć w Oslo jest bardzo dużo miejsc pracy, to jest też ogromna konkurencja, a wymagania językowe są większe niż w innych miastach w Norwegii.
Gdy zrezygnowałam z pracy wyjechaliśmy na miesiąc w podróż i po powrocie w styczniu niejako zaczynaliśmy od nowa. Nie mieliśmy mieszkania, mieliśmy małe problemy z dostępem do pieniędzy, ale Michał na szczęście miał wtedy pracę, więc finanse dzieliliśmy, co było dla mnie dużo pomocą. Szukałam pracy w gastronomii, ale w styczniu nie ma turystów, więc jest bardzo ciężko znaleźć taką pracę w takim sezonie.
Monika (MO): A w jaki sposób szukałaś pracy?
Magdalena (MA): Głównie przez Internet. Dużo też chodziłam z wydrukowanym CV po restauracjach, ale robiłam jeden bardzo duży błąd. Rozpoczynałam rozmowę w języku angielskim, a o tym, że uczę się norweskiego jedynie wspominałam. Poza tym w tym okresie faktycznie ciężko jest dostać pracę w branży gastronomicznej, bo choć restauracje funkcjonują, to nie zatrudniają raczej dodatkowych osób. Spotykałam się też z negatywnymi reakcjami wokoło, dużo ludzi mówi na przykład, że nie znajdziesz pracy, więc wracaj, co ty tu robisz i tak dalej. Uważam, że trzeba to ignorować i robić swoje. Nie wiem, skąd się biorą tacy ludzie, którzy deprymują innych.
Monika (MO): Podejrzewam, że ci ludzie sami w to wierzą. Być może nie mówią tego w złej wierze, sami mają takie nastawienie i jest im trudno znaleźć pracę za granicą. Wszystko zależy od nastawienia, a wy jesteście tego świetnym przykładem. I tu chcę przejść do następnego pytania, kluczowego dla naszego wywiadu.  Wiem, że w bardzo krótkim czasie bardzo wiele osiągnęłaś. Jesteś tu zaledwie 14 miesięcy. Powiedz, co się zmieniło.
Magdalena (MA): Wszystko.
Monika (MO): Wiemy, z czym przyjechałaś. A co robisz teraz?
Magdalena (MA): Mam pracę, którą lubię. Pracuję w dużym i świetnie prosperującym biurze nieruchomości. Jestem tam wsparciem biurowym oraz asystentem agentów nieruchomości. Biorę udział w prezentacji mieszkań potencjalnym kupcom, przygotowuje prospekty i katalogi mieszkań.  Pomagam na różnych etapach sprzedaży mieszkania.
Rozpoczęłam także studia z pośrednictwa i handlu nieruchomościami. Warto wspomnieć, że Caritas prowadzi Mentor program, czyli pomaga znaleźć pracodawcę w branży, w której chcesz pracować bądź masz dane wykształcenie.  Wspólnie z moją mentorką z tej organizacji doszłam do wniosku, że chciałabym robić coś związanego z nieruchomościami. Bardzo mi pomogła z moim CV. Potem napisałam maile do różnych biur z pytaniem, czy nie szukają kogoś do pomocy, skupiając się na tym, że chcę się rozwijać. Jedna z firm zaprosiła mnie na rozmowę. Okazało się, że to biuro jest bardzo znane, czego ja nie wiedziałam, bo nie miałam za bardzo pojęcia o tej branży. Wszystko odbywało się po norwesku. Dostałam się na drugą rozmowę, zostałam przyjęta i tam teraz pracuję.
Jestem bardzo zadowolona i każdy dzień to jest jedno wielkie wyzwanie.
Obecnie studiuję Business administration na prywatnej uczelni biznesowej, jedynej która oferuje taki kierunek w Oslo. Żeby dostać się na takie studia trzeba mieć certyfikat z norweskiego na poziomie B2. Ponieważ jeszcze go nie miałam, a byłam już zdecydowana i zdeterminowana, rozpoczęłam te studia w języku angielskim. Okazało się, że będę mogła się przenieść po pierwszym semestrze. Pomimo tego, że według oficjalnych informacji nie było takiej możliwości, to po rozmowie z panią z biura, okazało się, że jest taka opcja.
To też jest bardzo ważna rada – zawsze trzeba szukać, pytać, rozmawiać, aż okaże się, że są różne możliwości, ale tylko dla ludzi, którzy ich intensywnie szukają.
Monika (MO): Zatem nie kierujmy się jedynie informacjami, które znajdziemy w Internecie czy tym, co usłyszymy od kogoś. Być może osoba odpowiedzialna za daną sprawę zna możliwe odstępstwa od jakichś reguł.
Magdalena (MA): Tutaj prawo bardzo często się zmienia, na przykład przepisy podatkowe. Najlepiej iść do jakiegoś urzędu lub szukać informacji na ich oficjalnej urzędowej stronie.
Monika (MO): To jest bardzo dobra rada.
Podsumowując 14 miesięcy temu przyjechałaś tutaj z myślą zarobienia pieniędzy i podróżowania po świecie. Bez żadnego planu nauki języka, a 14 miesięcy później pracujesz w biurze pośrednictwa, jesteś zadowolona ze swojej pracy. Studiujesz po angielsku, a za pół roku będziesz studiować po norwesku i w grudniu będziesz podchodziła do bergenstest.
Magdalena (MA): W październiku. W grudniu już chcę znać wynik, a w styczniu zmienić studia. Jestem pewna, że wszystko się uda, bo bardzo dużo się uczę. Nadal myślę, że przyjechałam tutaj, żeby kiedyś móc podróżować, żeby odłożyć pieniądze, tylko patrzę na to w trochę innej skali. Mieszkanie tutaj daje olbrzymie możliwości. Moja kolejna rada: pomyśl o tym, co chcesz zrobić z tymi pieniędzmi. Tutaj można zbudować sobie solidną postawę finansową, żeby na przykład móc podróżować już przez resztę życia.  
Monika (MO): Podkreślę jedną rzecz, o której mówiłaś wcześniej w kontekście nauki języka, choć myślę, że przekłada się ona na wszystkie aspekty życia zawodowego: warto jest zainwestować w siebie i pracować mądrzej, a nie ciężej. Zamiast podejmować pierwszą lepszą pracę postarać się chwilę, żeby zdobyć lepszą pozycję i pracować lepiej, nie zamęczać się. Budować sobie pozycję w bardziej stabilny sposób.
Magdalena (MA): Takie zamęczanie się może sprawić, że w końcu stwierdzisz, że wracasz do swojego kraju czy wyjeżdżasz do jakieś innego, bo tutaj ci się nie podoba. Warto sobie zbudować podstawę i potem się dalej rozwijać. Zmieniać pracę za każdym razem, jak już się czuje wypalenie.  Życie jest dużo lepsze, jeżeli robisz to, co ci sprawia przyjemność.
Monika (MO): Dokładnie. Dałaś już nam bardzo dużo rad. Czy masz jeszcze jedną złotą radę, którą mogłabyś dać się innym?
Magdalena (MA): Jest jeszcze coś ważnego, bardzo życiowego. Życie w Norwegii nie musi być drogie. Jesteśmy na to najlepszym dowodem. My z Michałem wydajemy na życie bardzo mało. Oczywiście wiąże się to z ograniczeniami, nie jemy i nie pijemy na mieście, natomiast jest bardzo dużo miejsc, w których można dostać produkty po dużo niższej cenie. Wystarczy zapytać się pierwszą lepszą osobę, która tutaj mieszka na przykład gdzie jest targ. My kupujemy owoce i warzywa na targu, są one tańsze dwa trzy razy niż w sklepach. Są też świeższe, bo dużo więcej ludzi je kupuje, towar cały czas krąży. Te produkty stanowią większość naszej diety, więc nie wydajemy na jedzenie większych pieniędzy niż w Polsce.  Z Polski przywozimy rzeczy, których tutaj nie ma lub są dużo droższe (orzechy, kaszę, sery). Naprawdę życie w Norwegii nie musi być drogie. Są na przykład drogerie Normal, w których są dużo niższe ceny. Jest bardzo dużo takich miejsc. Jeżeli znacie kogoś, kto tutaj mieszka, to warto o to zapytać od razu. Ludzie po prostu wiedzą, gdzie można zjeść taniej na mieście niż możemy się tego spodziewać.
Tutaj żyjąc normalnie można sobie pozwolić na dużo więcej niż zarabiając w Polsce. Stosunek zarobków do wydatków jest inny. Podsumowując po prostu można dużo dużo więcej odłożyć.
Monika (MO): Bardzo ci dziękuję za tą ostatnią radę. I również za bardzo ciekawy wywiad. Teraz już wszyscy wiemy, jakie są twoje sekrety osiągnięcia sukcesu w 14 miesięcy. Następnym razem za rok spotkamy się, jak już będziesz właścicielką tego biura pośrednictwa. Dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych. Dzięki wielkie.